Biznesradar bez reklam? Sprawdź BR Plus

FiT Onde: przełom, czy bariera [BR Premium]

Udostępnij

Walory ONDE istotnie drożeją już od kilku tygodni. Od początku października, zwyżka notowań akcji jednego z liderów w sektorze budowy farm wiatrowych i pv wynosi już obecnie ponad 50%. Nie sposób nie powiązać tego faktu ze zmianą władzy w naszym kraju i nadzieją na szybkie odblokowanie Krajowego Planu Odbudowy. Do tego, tuż przed powołaniem nowego rządu przez zjednoczoną opozycję, na językach polityków przy ulicy Wiejskiej po raz kolejny była ustawa wiatrakowa, która ze względu na czas jej przywołania, wywołała ogromne emocje. Ale po kolei.

Czym jest ustawa wiatrakowa?

Ustawa wiatrakowa to akt prawny, który określa warunki, które muszą spełnić turbiny wiatrowe, by w ogóle mogły gdzieś powstać. Od 2016 r. w Polsce obowiązuje zasada 10H, która traktuje o tym, że odległość między wiatrakiem, a granicą zabudowań musi wynosić minimum dziesięciokrotność jego wysokości (razem z łopatami). W praktyce, oznaczało to, że nowoczesne instalacje mogły być wznoszone w minimalnej odległości około 1,5 km od domów jednorodzinnych. Biorąc pod uwagę powyższą zasadę i to, że znaczna część naszego kraju to miejsca, w których ze względów efektywnościowych i przyrodniczych nie można postawić turbin wiatrowych, ograniczało to dostępny dla instalacji wiatrowych teren do niewielkiego odsetka powierzchni Polski. Zablokowało to praktycznie w ubiegłych latach rozwój energetyki wiatrowej nad Wisłą. Na początku bieżącego roku, zasadę zliberalizowano i pozwolono na budowę wiatraków w odległości 700 m od granicy zabudowań. Po złagodzeniu wymogów, turbiny wiatrowe można było stawiać w przybliżeniu na około 2% powierzchni naszego kraju.

To co bezpośrednio wywołało spór w sejmie to projekt zmiany ustawy wiatrakowej przygotowany w ustawie o zamrożeniu cen energii w 2024 r. Zgodnie z nim, budowa wiatraków w określonym miejscu miałaby być warunkowana od natężenia emitowanego przez nie dźwięku, a nie jak do tej pory, wysokości instalacji. Zaproponowany projekt nowelizacji ustawy pozwoliłby na zmniejszenie odległość budowy wiatraków do 500 m, a w niektórych przypadkach nawet do 300 m od granicy zabudowań. Oprócz tego kontrowersyjnym zapisem w dokumencie było to, że inwestycja w wiatraki miałaby być zostać uznana jako cel publiczny (co stwarzało ryzyko możliwości wywłaszczania pod inwestycje). Pozwolenie na wznoszenie turbin wiatrowych w minimalnej odległości 500 m od granicy domów zwiększyłoby dostępną pod ten cel powierzchnię w kraju o 60-70%. Oznaczałoby to, że teren dostępny pod inwestycje wiatrowe wzrósłby do około 4% powierzchni Polski. Ostatecznie, przepisy o wiatrakach zniknęły z ustawy zamrażającej ceny energii. Całkiem prawdopodobne, że uwolnienie inwestycji w elektrownie wiatrowe niebawem powróci, tym razem jako projekt rządowy. Nie trzeba tłumaczyć, że liberalizacja przepisów powinna istotnie wpłynąć na ilość i wartość podejmowanych projektów, co rzecz jasna powinno mieć pozytywne przełożenie na takie firmy jak OND (ONDE).

 

W oczekiwaniu na KPO

Zmiana ekipy rządzącej to także nadzieja na odblokowanie miliardów euro dla naszego kraju, z których gro ma być przeznaczone na inwestycje w energetykę, w tym także na elektrownie wiatrowe. Zgodnie z ostatnimi doniesieniami, do końca roku do Polski ma trafić zaliczka z KPO w wysokości 5 mld euro. Pieniądze w całości mają zostać przeznaczone na podnoszenie naszej niezależności energetycznej. Tą informację potwierdził w piątek premier Tusk po rozmowie z szefową Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen.

Pełna treść opracowania jest dostępna dla użytkowników BR Premium i BR MAX