DNP (DINOPL) i EUR (EUROCASH) to dwóch przedstawicieli branży notowanych na warszawskiej giełdzie, a aktualne konsensusy dla spółek mogą rzucić nieco światła na aktualną kondycję sektora. W ciągu ostatnich tygodni obie spółki doczekały się już także częściowej aktualizacji prognoz po chwilowym przestoju w czasie pandemii. Czego się z nich dowiedzieliśmy?

1/ Rok nie kończy się w marcu

Pierwsze trzy miesiące bieżącego roku były pod względem wysokości przychodów, najlepszym pierwszy kwartałem w historii zarówno w przypadku Dino Polska, jak i Eurocash. Sprzedaży o odpowiednio +43% i +8% wyższej wobec analogicznego okresu ubiegłego roku częściowo pomógł zwiększony, z związku z kwarantanną, popyt. Analitycy już wówczas oceniali jednak, że gwałtowny wzrost sprzedaży w marcu (według danych Nielsen 9-15 marca wartość koszyka FMCG wzrosła o 57% r/r), odbije się na konsumpcji w kolejnych miesiącach, a zakupy były w dużej części realizowane „na zapas” i dotyczyły produktów o długim terminie przydatności do spożycia.

Podobnego zdania był Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex, czyli największej polskiej firmy spożywczej.

„Nie traktujemy wybicia sprzedaży w detalu jako zjawiska, które zwiększy nasze przychody w skali roku. Jesteśmy przekonani, że zakupy zrobione na zapas będą konsumowane w późniejszym okresie kosztem bieżących wydatków gospodarstw domowych” - mówił w wywiadzie z 300Gospodarką

Na potwierdzenie tych przypuszczeń nie trzeba było długo czekać. Jak podał GUS sprzedaż detaliczna w kwietniu 2020 r. była niższa o 22,9% r/r, a sama kategoria żywność, napoje i wyroby tytoniowe zanotowała 14,9% spadek r/r. Maj wypadł na tym polu już znacznie lepiej, ale analogiczne dane GUS i tak znajdują się poniżej poziomów z ubiegłego roku.

2/ Rosnące przychody koszty

Wzrost przychodów w marcu był więc kompensowany spadkiem sprzedaży w późniejszych okresach. W tym samym czasie wzrosły jednak koszty. Było to związane z m.in. kosztami związanymi z dostosowaniem sklepów do wytycznych sanitarnych czy dodatkowymi płacami.

„Poniesione w pierwszym kwartale dodatkowe koszty związane z pandemią szacujemy na około 10 mln zł. Związane były z czasowo wyższymi kosztami wynagrodzeń dla pracowników oraz zapewnieniem im środków ochrony osobistej” – wyjaśnił Jacek Owczarek, członek zarządu i dyrektor finansowy Grupy Eurocash

W opinii specjalistów koszty w przypadku obu spółek będą jednak rosły również w kolejnych okresach, nawet jeśli wirus opuści nas na dobre. Wpływ na to będą miały m.in. rosnące wynagrodzenia, w tym wzrost płacy minimalnej, a także widoczny na horyzoncie podatek od sprzedaży detalicznej.

Podatek siłą rzeczy w większym stopniu dotknie Dino. W przypadku Eurocashu segment detaliczny odpowiada za jedynie ¼ całości przychodów, a i na wynik składa się kilka mniejszych marek. Właściciel Delikatesów Centrum miałby począwszy od przyszłego roku płacić z tego tytułu ok. 40-45 mln zł. Kilkukrotnie więcej, bo zgodnie z szacunkami BDM 155 mln zł w 2021 r. i 186 mln zł miałaby wynieść wartość podatku w przypadku Dino Polska.

Obecnie pobór daniny jest jednak zawieszony do 1 stycznia 2021 r., a i jej ostateczny kształt może ulec jeszcze zmianie. W kontekście zmian legislacyjnych istotny dla wyników może okazać się także zakaz handlu w niedziele, a raczej jego tymczasowe zniesienie. O ile taki scenariusz faktycznie ujrzy światło dzienne.

3/ Pandemia bez znaczenia

Z kwarantanny detaliści nie wychodzą więc ani silniejsi ani słabsi. Widać to też patrząc na konsensusy wyników. Na koniec ubiegłego roku analitycy prognozowali, że Dino Polska zamknie rok z 537 mln zł zysk netto. Po zawierusze ostatnich miesięcy szacują natomiast, że będzie to… 537 mln zł. Jeśli spojrzymy natomiast wyłącznie na najświeższe prognozy, wydane w  ciągu ostatniego miesiąca, szacowany na bieżący rok wynik netto wzrośnie „oszałamiająco” do niecałych 545 mln zł. Sytuacja wygląda analogicznie w przypadku pozostałych wyników, jak i prognoz na 2021 r. co w łatwy sposób można sprawdzić w zakładce prognozy na profilu spółki.

Eurocash (po lewej) i Dino Polska (po prawej)

Nieco bardziej burzliwie prezentuje się historia prognoz wydanych dla Eurocash, a i sytuacja spółki jest bardziej skomplikowana. Przede wszystkim w skutek pandemii ucierpiały niektóre segmenty działalności grupy, jak te związane z HoReCa czy salony Kontigo i Inmedio. Spółka jest także w trakcie realizacji strategii w segmencie detalicznym.

„Przeprowadzona optymalizacja kosztowa oraz wprowadzone rozwiązania techniczne dla klientów (platforma eurocash.pl), przynoszą coraz lepsze efekty dla segmentu (…) W segmencie detal przeprowadzona restrukturyzacja sklepów oraz kończąca się integracja przejętych placówek powinny pozwolić na poprawę wyniku segmentu w drugiej połowie 2020 roku” – czytamy w rekomendacji DM mBanku

W efekcie analitycy oczekują, że Eurocash zamknie rok z 89 mln zł zysku netto. Przy czym konsensus jest tu nader interesujący, a w jego skład wchodzą prognozy wahające się w przedziale od 47 mln zł do 127 mln zł (co ciekawe autorzy skrajnych szacunków, BDM i DM mBanku jednakowo rekomendują akumulowanie akcji spółki). Mimo tak odmiennych składowych, zmiany wartości konsensusu związane z pandemią można ocenić jako niewielkie. W porównaniu do początku 2020 r. szacunek tegorocznego zysku netto spadł o niecałe -9%, a w przypadku zysku operacyjnego nie uległ zmianie. Do wartości sprzed pandemii wrócił także poziom konsensusu dotyczący przyszłorocznego zysku netto.

 

Tak dotkliwa dla innych sektorów pandemia wydaje się wiec nie mieć większego wpływu na prognozy wyników sklepów ogólnospożywczych i dostawców FMCG. Po chwilowym rollercoasterze związanym z wahaniami sprzedaży detalicznej, sytuacja zdaje się wracać do normy, a spółki kontynuować dotychczasową ścieżkę rozwoju.