Za namową "sił zewnętrznych" spędzam ostatnio trochę czasu na tym, by na bazie swoich doświadczeń próbować odkryć te rzeczy, których znajomość na początku inwestycyjnej drogi pozwoliłaby mi zaoszczędzić mnóstwo nadmiarowych emocji i chyba w sumie sporo pieniędzy. Okazuje się, że jest tego spora ilość, a wśród nich pewne fundamentalne rzeczy, decydujące o tym czy i jakie błędy popełniamy. W zasadzie z tą wiedzą powinniśmy wszyscy wychodzić ze szkoły, zamiast np. wykuwać na blachę i pokazywać na mapie, gdzie leży Eswatini … Więc trochę za sprawą dobrych ludzi, którzy mnie skierowali na te tory trochę o tym dlaczego inwestowanie w spółkę, w sensie mechaniki, nie musi być znacząco odległe od tego, co uzyskujemy na bankowej lokacie. Zaskakujące, że z lokatami idzie nam tak łatwo, a z akcjami nie zawsze.
Spółka jak lokata [newsletter]
Pełna treść opracowania jest dostępna dla użytkowników BR Premium i BR MAX