Sposób 1: kupuję akcje licząc na regularne wypłaty w ciągu kilku kolejnych lat

Można powiedzieć klasyczny obraz spółki dywidendowej, to przedsiębiorstwo wprawdzie niezbyt dynamiczne, ale o stabilnej, ugruntowanej pozycji rynkowej. Nie musi to być jednak rynkowy gigant czy spółka z sektora ultilities, ale również mniejsze przedsiębiorstwo, które wobec braku znacznego zapotrzebowania na kapitał, regularnie dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. Jedni mogą powiedzieć, że jest to ocinanie kuponów, inni nazwą je dojnymi krowami. Niestety na warszawskiej giełdzie nie dorobiliśmy się jeszcze wielu tego rodzaju weteranów. Gdyby nie niska płynność do grona można by zaliczyć jednak np. ZWC (ZYWIEC) czy HDR (HYDROTOR). Do tej kategorii pewnie pasowałoby też PZU, jednak spółka ma inne ambicje i zgodnie z aktualną strategią, chce być spółką wzrostowo-dywidendową.

I tak przechodzimy do drugiej grupy, czy spółek wzrostowych, które dodatkowo dzielą się zyskiem z akcjonariuszami. Inwestor ponosi tu większe ryzyko, ale podwójne są również i korzyści. Znaczą stopę zwrotu może przynieść bowiem zarówno wzrost wartości akcji, jak i wypłacane dywidendy. To np. LVC (LIVECHAT) czy PLW (PLAYWAY). Tutaj dywidendy nie są też głównym celem inwestycji jak w przypadku wcześniejszej kategorii, ale dodatkowym zyskiem i pewnego rodzaju zapewnieniem dla akcjonariuszy o dobrej sytuacji finansowej spółki. To bardziej ryzykowna grupa, gdzie dynamika wzrostu  jest głównym motorem zainteresowania.

Poza wyborem spółki, pozostaje też kwestia samych dywidend. Wybrać spółkę od lat wypłacającą regularne, rosnące (albo chociaż niemalejące) dywidendy, czy taką gdzie dywidendy są wprawdzie niewielkie, ale potencjał do ich wzrostu, a tym samym naszej prywatnej stopy dywidendy, jest znacznie większy.

 

Sposób 2: kupuję akcje licząc na to, że informacja o dywidendzie wpłynie na wzrost kursu

Inną metodą wykorzystania spółek dywidendowych do inwestycji jest posłużenie się informacjami o ustaleniu wysokości dywidendy, jej zmianie czy aktualizacji polityki. Tego typu wiadomości potrafią bowiem istotnie wypłynąć na krótkookresowe zachowanie kursu danej spółki. Świeżym przykładem jest tutaj ogłoszona rekordowa dywidenda BPN (BLACKPOIN) o prawdopodobnie najwyższej z tegorocznych stóp dywidendy. W dniu publikacji informacji akcje tej notowanej na NewConnect spółki wzrosły o +23,4%, a dzień później o kolejne +7,6% przy najwyższym wolumenie od roku. Oczywiście takiej inwestycji bliżej jest do spekulacji, jednak podobne informacje potrafią istotnie wpłynąć na zachowanie kursu, co może zostać wykorzystane przez inwestora.

Nie ulega też wątpliwości, że tego typu wiadomości są trudne do przewidzenia i wymagają ciągłego trzymania ręki na pulsie. Nie są one jednak całkowicie nieprzewidywalne. Widomości zwiastujące potencjalnie nadzwyczajną dywidendę często są związane z sprzedażą części majątku spółki. Tak było w przypadku MCR (MERCOR) w 2014 czy w 2017 r. ECH (ECHO).

Aby jednak nie zostawać w przeszłości, część analityków oczekuje podobnej, nadzwyczajnej wypłaty od DVL (DEVELIA). Ich zdaniem środki ze sprzedaży dwóch nieruchomości komercyjnych mogą zostać przeznaczone na wypłatę nawet 0,68 zł dywidendy na akcję (do tej pory najwyższa była ubiegłoroczna dywidenda równa 0,27 zł na akcję). O wypłacie ekstra zaliczki na poczet dywidendy zdecydują niedługo także akcjonariusze ORB (ORBIS). Środki mają pochodzić ze sprzedaży części serwisowej biznesu, a do kieszeni akcjonariuszy może trafić maksymalnie 850 mln zł.

 

Sposób 3: kupuję akcje po odcięciu dywidendy licząc na to, że z czasem kurs powróci do poprzedniego poziomu

Znacznie łatwiejsze od czyhania na dywidendowe okazje, może się okazać wykorzystanie zachowania notowań danej spółki w okolicach dnia przyznania praw do dywidendy. Część spółek charakteryzuje nie tylko powtarzalność terminów pojawiania się rekomendacji zarządów, ale również ich kursy zachowują się w podobny sposób przed i po dniu dywidendy.

Jedną z popularnych  metod może być wykorzystanie mechanizmu odcięcia dywidendy. W dniu dywidendy GPW koryguje bowiem kurs danej spółki o wysokość dywidendy, co można wykorzystać do zakupu akcji po niższej cenie. Wprawdzie nie otrzymamy wówczas dywidendy, ale wejdziemy w posiadanie akcji niższym kosztem. Taki manewr może się opłacić, biorąc pod uwagę, że notowania wielu spółek szybko wracają do poziomu sprzed odcięcia dywidendy.

Aby mechanizm był widoczny, weźmy spółkę regularnie wypłacającą duże dywidendy czyli IRL (INTERAOLT). W bieżącym roku do akcjonariuszy spółki trafiła dywidenda o potężnej stopie 18,7% (2,49 zł akcję). Ostatnim dniem z prawem do dywidendy był 9 maja, kiedy na zamknięciu za akcje spółki płacono 13,3 zł. Po odcięciu daje to 10,81 zł i taki był najniższy poziom notowań litewskiej spółki kolejnego dnia. Już miesiąc później, czyli 10 czerwca za akcję płacono 12,4 zł, a obecnie jest to 13,15 zł. Nie jest to jeszcze poziom sprzed odcięcia dywidendy, ale mówimy tu o jednej z najwyższych tegorocznych stóp dywidendy. Jeszcze wyższa od tej stopy jest jednak nasza stopa zwrotu przy takim scenariuszu, która wynosi ponad 21,6%.

W zależności od spółki strategii może być jednak wiele. Sprzedaż akcji na „górce” przed dniem ustalenia prawa do dywidendy z nadzieją że odkupi się taniej czy  kupno akcji kilkadziesiąt dni przed dniem dywidendy i ich sprzedaż tego dnia. Więcej na ten temat w kolejnym tekście.

 

Nic nie stoi też na przeszkodzie aby łączyć różne metody i budować portfel w oparciu o kilka strategii. Wszak inwestycja w spółkę dywidendową może oznaczać różne rzeczy.