Biznesradar bez reklam? Sprawdź BR Plus

Ratingowy szok nie pogrąży rynków

Udostępnij

Fakt, że publikacja zmiany ratingu nastąpiła w momencie wzmożonej nerwowości na światowych rynkach, z jednej strony komplikuje sytuację, z drugiej jednak może mieć działanie korzystne, powodując, że nie będziemy się aż tak bardzo negatywnie wyróżniać na tle innych. Nie bez znaczenia jest również to, że złoty i indeksy warszawskiej giełdy mają za sobą okres silnych spadków, bowiem miejsca na ich pogłębienie jest nieco mniej. Trudno rzecz jasna przewidzieć, kiedy i na jakich poziomach przecena poszczególnych aktywów ulegnie zatrzymaniu, ale warto przy tym zwrócić uwagę, co działo się na Węgrzech, które podobnej sytuacji doświadczyły kilka lat wcześniej, gdy pod koniec listopada 2011 r. agencja Moody’s ścięła rating tego kraju do poziomu śmieciowego. Forint osłabił się w pierwszych dniach o ponad 6 proc., a cała fala spadkowa trwała około sześciu tygodni. Jej efekt to 12 proc. deprecjacja, zredukowana w kolejnych miesiącach niemal w całości, mimo że w międzyczasie rating został obniżony przez kolejne agencje. Podobnie działo się na rynku długu, gdzie rentowność obligacji skoczyła w pierwszym momencie z 8 do 9,5 proc., a do początku stycznia 2012 r. wzrosła do prawie 11 proc. Powrót cen dziesięcioletnich papierów do poziomu sprzed degradacji nastąpił w ciągu kolejnych czterech miesięcy. Najmniej ucierpiał indeks budapeszteńskiej giełdy, który już kilka tygodni przed cięciem ratingu tracił 40 proc. W momencie ogłoszenia decyzji przez Moody’s, znajdował się w fazie odreagowania spadków, która po kilku tygodniach nerwowych wahań była bez przeszkód kontynuowana. Biorąc pod uwagę, że nasza gospodarka i finanse państwa znajdują się w nieporównanie lepszej sytuacji, niż miało to miejsce wówczas na Węgrzech, można nawet mieć nadzieję na łagodniejszy przebieg przeceny i szybsze uspokojenie się nastrojów.

Biznesradar bez reklam? Sprawdź BR Plus